sobota, 04 lutego 2023 r.  Imieniny: Andrzeja, Mariusza, Weroniki
Wiadomości z tagiem Design  RSS
Tablet OnePlus na grafikach. Takiego designu jeszcze nie było

Dodano: 04.02.2023 10:47 | 4 odsłon | 0 komentarzy


OnePlus Pad na oficjalnej grafice

OnePlus Pad pojawił się na oficjalnych grafikach. Design tabletu wzbudza olbrzymie kontrowersje.

Nie jest tajemnicą, że OnePlus szykuje pierwszy w historii marki tablet. Urządzenie, które według przecieków trafi do sklepów pod nazwą OnePlus Pad, prawdopodobnie zostanie zaprezentowane już 7 lutego 2023. Producent kilkukrotnie potwierdził istnienie takiego produktu, a nawet udostępnił kilka zdjęć, mających pobudzić naszą wyobraźnię.

OnePlus Pad na oficjalnym renderze

Mimo to design tabletu pozostawał dla nas tajemnicą. Aż do teraz. Dzięki niezawodnemu Evanowi Blassowi (evleaks) do sieci trafiła grafika, będąca najprawdopodobniej renderem prasowymi OnePlus Pada. Dość powiedzieć, że takiego designu chyba nikt się nie spodziewał.

OnePlus Pad na oficjalnej grafice

Choć w przeważającej większości urządzenie wygląda tak jak praktycznie każdy inny tablet na rynku, to jeden detal zdecydowanie wyróżnia go na tle konkurencji - duża, okrągła wyspa aparatu umieszczona pośrodku jednego z długich boków obudowy. Choć tego typu konstrukcje stanowią bardzo popularny akcent stylistyczny na rynku smartfonów, tak w tabletach producenci z jakiegoś powodu ich nie stosują. Dzięki OnePlusowi chyba właśnie zrozumieliśmy, dlaczego.

Ale design designem, najważniejsza w przypadku tego typu sprzętu jest specyfikacja, prawda? Niestety mimo raptem kilku dni do premiery, ta nadal pozostaje dla nas zagadką. Wiadomo, że OnePlus Pad ma zostać wyposażony w wyświetlacz o przekątnej 11,6" i na tym kończą się posiadane przez nas informacje. Nie pozostaje nic innego, jak czekać na oficjalny komunikat producenta. Na całe szczęście to kwestia raptem kilku dni.

 
 

Źródło: https:

Możesz kupić gamingowy fotel Porsche, ale pewnie i tak Cię nie stać

Dodano: 18.01.2023 13:04 | 28 odsłon | 0 komentarzy


Możesz kupić gamingowy fotel Porsche, ale pewnie i tak Cię nie stać

Marzysz o Porsche, ale nie stać Cię na wydatek kilkuset tysięcy złotych? Marka motoryzacyjna nawiązała współpracę z firmą Recaro, dzięki czemu możesz usiąść w Porsche.

Marzysz o Porsche, ale nie stać się na kupno drogiego samochodu? Może nie jest to idealne rozwiązanie problemu, ale zawsze jakieś. Niemiecka marka motoryzacyjna nawiązała współpracę z marką Recaro, czego efektem są gamingowe fotele. Szkoda, że prawdopodobnie i tak go nie kupisz, bo jest za drogie.

Gamingowy fotel Porsche Design

RECARO × Porsche Gaming Chair Limited Edition, bo tak brzmi pełna nazwa fotela, to limitowana edycja, stworzona z myślą o graczach. Do sprzedaży trafi zaledwie 911 egzemplarzy i chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, skąd wzięła się akurat taka liczba. Marki twierdzą, że będzie idealna dla profesjonalnych e-sportowców oraz miłośników wyścigówek. Fotel ma aluminiową podstawę, podłokietniki 5D z aluminiowym wsparciem oraz wytrzymałość do 150 kg.

Możesz kupić gamingowy fotel Porsche, ale pewnie i tak Cię nie stać

Fotel Porsche Design trafi do sprzedaży w marcu tego roku w skromnej cenie 2499 dolarów. Według aktualnego kursu (4,34 zł) to prawie 11 000 zł. Mało kto byłby w stanie wydać tyle na fotel, nawet jeśli z logo niemieckiej marki motoryzacyjnej. Poza tym może samochodu Porsche za to nie kupisz, ale już solidnego kompa jak najbardziej, nie wspominając już o konsoli i dobrej kierownicy.

 
 

Źródło: https:

Nowe MacBooki Pro zaprezentowane. Wydajność wyrywa z butów

Dodano: 17.01.2023 18:29 | 20 odsłon | 0 komentarzy


Apple MacBook Pro z M2 Pro i M2 Max

Apple zaprezentowało długo wyczekiwane MacBooki Pro z procesorami M2 Pro i M2 Max. Wydajność nowych laptopów robi olbrzymie wrażenie.

Mimo plotek o kolejnych opóźnieniach, Apple wreszcie zaprezentowało długo wyczekiwane komputery wyposażone w nowe procesory Apple M2 Pro i M2 Max. Nowych wersji doczekał się przede wszystkim MacBook Pro w wersji 14- i 16-calowej.

Apple M2 Pro i M2 Max - jeszcze więcej mocy

Najważniejszą nowością są rzecz jasna nowe procesory. Układ Apple M2 Pro dostępny będzie w wersji 10- oraz 12-rdzeniowej. W najmocniejszej wersji towarzyszyć mu ma nawet 12-rdzeniowy układ graficzny oraz do 32 GB zunifikowanej pamięci RAM o przepustowości rzędu 200 GB/s. W praktyce ma się to przełożyć na 20 procent wyższą wydajność względem poprzednika.

Apple MacBook Pro z M2 Pro i M2 Max

Jeszcze większe wrażenie robi układ Apple M2 Max, który dostępny będzie w tandemie z 38-rdzeniowym układem graficznym i nawet 96 GB zunifikowanej pamięci. To potężna jednostka, przeznaczona przede wszystkim do zaawansowanej pracy z grafiką i multimediami. Nowy model ma gwarantować 30 procent wyższą wydajność niż M1 Max.

Kosmetyczne zmiany

Zostawiając jednak z boku kwestię procesorów, odświeżone MacBooki Pro to w znacznej mierze powtórka z rozrywki. Design pozostał bez zmian względem poprzedników z Apple M1. Powracają także chwalone wyświetlacze Liquid Retina XDR wykonane w technologii miniLED, wbudowana kamerka o rozdzielczości 1080p oraz system audio, na który składa się sześć niezależnych głośników.

Apple MacBook Pro z M2 Pro i M2 Max

Układ portów także został bez zmian. Na użytkowników ponownie czekają 3 porty Thunderbolt 4, gniazdo kart SDXC, złącze jack 3,5 mm oraz MagSafe 3. Znajdziemy tu także złącze HDMI, które teraz obsługuje zewnętrzne wyświetlacze o rozdzielczości maksymalnie 8K. Nowością jest również wsparcie dla standardu łączności Wi-Fi 6E.

Apple MacBook Pro z M2 Pro i M2 Max

MacBook Pro z M2 Pro i M2 Max - ceny i dostępność

Nowe MacBooki Pro do sprzedaży trafią już 24 stycznia 2023. Aktualnie na stronie producenta znajdziemy ofertę przedsprzedaży.

Ceny? Jak zawsze zabójcze. Ceny 14-calowego MacBooka Pro startują od 11 999 zł. Za te pieniądze dostaniemy najsłabszą wersję z 10-rdzeniowym układem M2 Pro, 16 GB RAM i 512 GB SSD. Najbardziej wypasiona opcja z układem M2 Max, 96 GB RAM i 8 TB SSD uszczupli z kolei nasz portfel o bagatela 37 799 zł.

Analogicznie ceny 16-calowego MacBooka Pro zaczynają się od 14 999 zł i mogą sięgnąć 38 999 zł.

 
 

Źródło: https:

WhatsApp przestanie działać na tych telefonach. Mamy listę

Dodano: 27.12.2022 18:09 | 49 odsłon | 0 komentarzy


WhatsApp przestanie działać na tych telefonach. Mamy listę

WhatsApp już niebawem wyrzuci z listy obsługiwanych urządzeń prawie 50 modeli smartfonów. 

WhatsApp cyklicznie rezygnuje ze wspierania starszych systemów, a co za tym idzie również urządzeń. Kolejny taki krok zaplanowano na 31 grudnia 2022 roku. 

Właśnie wtedy z listy kompatybilności zniknie dodatkowych 47 urządzeń. Głównie chodzi o sprzęt marki LG, ale nie tylko. Na liście pojawiają się także smartfony marek znacznie popularniejszych, w tym m.in. Apple oraz Samsung. Część z nich, mimo podeszłego wieku, wciąż miewa aktywnych użytkowników.

Nie ma jednak co ukrywać, są to już modele naprawdę wiekowe. Na przykład Galaxy Ace 2, który debiutował w maju 2012 roku, a więc przeszło dekadę tena mu, czy ledwie pół roku młodszy Galaxy S3 mini. 

Przechodząc do konkretów, po Nowym Roku żaden z umieszczonych na liście smartfonów nie otrzyma już aktualizacji WhatsAppa. Tymczasem, jak wyjaśniają twórcy komunikatora, z uwagi na bezpieczeństwo trzeba będzie je wyeliminować z sieci. Innymi słowy: zablokować dostęp.

Jeśli masz któryś z przeznaczonych pod topór smartfonów, koniecznie zrób zawczasu kopię zapasową archiwum rozmów. Później może być to niemożliwe lub mocno utrudnione.

WhatsApp – lista smartfonów nieobsługiwanych po 31 grudnia 2022 roku

  • Apple iPhone 5
  • Apple iPhone 5c
  • Archos 53 Platinum
  • Grand S Flex ZTE
  • Grand X Quad V987 ZTE
  • HTC Desire 500
  • HUAWEI Ascend D
  • HUAWEI Ascend D1
  • HUAWEI Ascend D2
  • HUAWEI Ascend G740
  • HUAWEI Ascend Mate
  • HUAWEI Ascend P1
  • Quad XL
  • Lenovo A820
  • LG Enact
  • LG Lucid 2
  • LG Optimus 4X HD
  • LG Optimus F3
  • LG Optimus F3Q
  • LG Optimus F5
  • LG Optimus F6
  • LG Optimus F7
  • LG Optimus L2 II
  • LG Optimus L3 II
  • LG Optimus L3 II Dual
  • LG Optimus L4 II
  • LG Optimus L4 II Dual
  • LG Optimus L5
  • LG Optimus L5 Dual
  • LG Optimus L5 II
  • LG Optimus L7
  • LG Optimus L7 II
  • LG Optimus L7 II Dual
  • LG Optimus Nitro HD
  • Memo ZTE V956
  • Samsung Galaxy Ace 2
  • Samsung Galaxy Core
  • Samsung Galaxy S2
  • Samsung Galaxy S3 mini
  • Samsung Galaxy Trend II
  • Samsung Galaxy Trend Lite
  • Samsung Galaxy Xcover 2
  • Sony Xperia Arc S
  • Sony Xperia miro
  • Sony Xperia Neo L
  • Wiko Cink Five
  • Wiko Darknight ZT

Źródło: https:

Test Inno3D GeForce RTX 4090 X3 OC - dobra cena, świetna wydajność i cisza

Dodano: 23.12.2022 16:46 | 54 odsłon | 0 komentarzy



GeForce RTX 4090 wciąż pozostaje najwydajniejszą kartą graficzną dla graczy. Nie da się ukryć, że jest to marzenie wielu posiadaczy PC-tów. Tym razem mieliśmy okazję przetestować model w wersji Inno3D GeForce RTX 4090 X3 OC.

Karty GeForce RTX 4090 na dobre zadomowiły się już w sklepach. Chociaż są drogie i dla niektórych lekko problematyczne, to cieszą się dużym zainteresowaniem. Nie ma czemu się dziwić, to przecież najmocniejsze GPU, jakie w tym momencie może kupić miłośnik PC Master Race. To grafika uszyta na miarę najbardziej wymagających wyznawców hardware’owej religii. Co prawda testowaliśmy już dwa modele z tej serii, ale nic przecież nie stoi na przeszkodzie, aby sprawdzić kolejny. Tym razem otrzymaliśmy do testów wersję Inno3D GeForce RTX 4090 X3 OC, czyli wariant budżetowy, ale jednocześnie lekko podkręcony przez producenta. Sprawdźmy, jak sobie radzi na tle konkurentów.

Test Inno3D GeForce RTX 4090 X3 OC

Specyfikacja Inno3D GeForce RTX 4090 X3 OC

Zacznijmy od tego, co dla wszystkich modeli GeForce RTX 4090 jest standardowe, czyli układ graficzny AD102-300, który składa się z 76 mld tranzystorów oraz 16384 jednostek CUDA. Do tego 24 GB pamięci GDDR6X 21 GB na 384-bitowej szynie, co daje przepustowość na poziomie 1008 GB/s. NVIDIA deklaruje, że wydajność zmiennoprzecinkowa FP32 to 82,6 TFLOPS. Zasilanie odbywa się za pomocą pojedynczego, 16-pinowego złącza zasilania 12VHPWR (PCIe Gen 5), ale jeśli nie dysponujesz odpowiednim zasilaczem, to w zestawie znajduje się adapter z trzech 8-pinowych złączy PCIe Gen 4.

To, co niestandardowe dla tego modelu, to taktowania. O ile bazowe wynosi 2235 MHz, czyli tyle, ile w każdym modelu RTX 4090, o tyle w Boost rośnie do 2550 MHz. To niby tylko o 30 MHz więcej, ale nawet tak niewielkie OC da się zauważyć w wydajności, co powinny udowodnić nasze testy. Do tego karta ma wymiary 336 × 145 × 60 mm oraz standardowe cztery wyjścia wideo: jedno HDMI 2.1 oraz DisplayPort 1.4a. Producent rekomenduje do karty zasilacz o mocy przynajmniej 850 W.


Jeśli chodzi o system chłodzenia, to trzeba przyznać, że Inno3D się postarało. Mamy tutaj trzy wentylatory o średnicy 98 mm każdy. Co warto zaznaczyć, to fakt, że środkowy kręci się w kierunku odwrotnym do wskazówek zegara, co ma zmniejszać drgania. Poza tym jest też komora parowa, która w porównaniu ze standardową, miedzianą podstawą ma dwukrotnie poprawiać odprowadzanie ciepła, a także 9 ciepłowodów o łącznej długości 2,716 mm i powierzchni 1,006,164 mm2. Całość uzupełnia metalowy backplate, który usztywnia i chroni konstrukcję, ale też pełni rolę odprowadzacza ciepła. Na papierze wygląda to naprawdę dobrze.

Test Inno3D GeForce RTX 4090 X3 OC

Design karty jest bardzo prosty. Jest ona utrzymana w klasycznych, grafitowo-srebrno-czarnych barwach. Firma Inno3D nie pokusiła się o przesadnie dużo świecidełek. Podświetlane jest jedynie logo producenta na górnej krawędzi karty i według mniej jest to w pełni wystarczające. Nie jestem fanem RGB LED, więc zdecydowanie trafia to w mój gust. Poza tym producent chwali się też wzmocnionym śledziem, za pomocą którego przykręcamy kartę do obudowy komputera. Karta wyceniona jest na mniej więcej 9699 zł.

  • Rdzeń: Lovelace AD102-300 (RTX 4090),
  • Proces technologiczny: 4 nm (TSMC),
  • Taktowanie GPU: 2235 MHz (bazowo), 2550 MHz (Boost)
  • Pamięć: 24 GB GDDR6X 21 Gbps,
  • Szyna pamięci: 384-bitowa,
  • Przepustowość pamięci: 1008 GB/s,
  • Jednostki CUDA: 16384,
  • Jednostki RT: 128,
  • Jednostki Tensor: 512,
  • Jednostki ROP: 192,
  • Interfejs: PCI-Express 4.0 x16,
  • Złącza: 3 × DisplayPort 1.4a, 1 × HDMI 2.1,
  • Zasilanie: 16-pinowa wtyczka 12VHPWR (przejściówka z 3 × 8-pinowej),
  • Wymiary: 336 × 145 × 60 mm,
  • Gwarancja: 24 miesiące,
  • Cena: około 9699 zł.

Źródło: https:

Obudowy Fractal Design Torrent Compact

Dodano: 20.12.2022 13:05 | 631 odsłon | 0 komentarzy


Obudowy Fractal Design Torrent Compact zostały zaprojektowane, aby zapewnić komponentom optymalne chłodzenie. Dodatkowo mają interesujący panel przedni, który nada futurystycznego stylu Twojemu pokojowi gracza. Co więcej, ta obudowa Middle Tower zapewni wiele miejsca na komponenty, dzięki czemu możesz swobodnie montować nowe elementy i demontować stare.

Źródło: https:

Skullcandy PLYR - jedyne słuchawki, jakich potrzebujesz (test)

Dodano: 16.12.2022 19:36 | 56 odsłon | 0 komentarzy



Skullcandy PLYR to uniwersalne słuchawki gamingowe, przeznaczone zarówno do grania, jak i słuchania muzyki. Jak sobie radzą w tej wymagającej roli? Sprawdzamy!

Podsumowanie | Ocena końcowa: 8/10

Skullcandy PLYR to zaskakująco udane słuchawki o uniwersalnym charakterze. Bardzo dobrze sprawdzają się zarówno podczas grania, jak i słuchania muzyki i to niezależnie od wybranego sposobu połączenia: analogowo, po USB czy też z wykorzystaniem łączności Bluetooth. Ta wszechstronność jest bez dwóch zdań ich największym atutem, choć bynajmniej nie jedynym. Na pochwałę zasługuje także wysoki komfort noszenia oraz obsługi, dopracowana aplikacja oraz przyzwoity czas pracy na jednym ładowaniu.

Minusów też jest kilka, choć na szczęście mniejszego kalibru. Najpoważniejszym wydają się duże opóźnienia w przypadku gry w trybie bezprzewodowym. Mimo tej niedogodności Skullcandy PLYR są produktem wartym uwagi, szczególnie jeśli chcemy uniknąć kupowania kilku par słuchawek do różnych zastosowań.

Zalety:

  • Uniwersalny charakter
  • Bardzo dobra jakość dźwięku zarówno podczas gry, jak i słuchania muzyki
  • Przyzwoita jakość wykonania
  • Wygodne nawet podczas długich sesji
  • Atrakcyjna, dopracowana aplikacja
  • Niezły czas pracy na jednym ładowaniu
  • Wymienne pady

Wady:

  • Duże opóźnienia w przypadku łączności bezprzewodowej
  • Odbiornik USB tylko do zakupu osobno
  • Brak etui w zestawie
  • Design może się okazać kontrowersyjny
  • Brak aplikacji dla systemu macOS

Skullcandy PLYR – gamingowe słuchawki w niecodziennym wydaniu

Skullcandy bynajmniej nie jest nowym graczem w branży audio. O ile jednak marka na co dzień kojarzona jest głównie z przenośnymi, designerskimi słuchawkami, tak jej nowy produkt wydaje się wykraczać nieco poza ten stereotyp. Skullcandy PLYR są bowiem headsetem typowo gamingowym, aczkolwiek mającym się doskonale odnaleźć także w roli słuchawek Bluetooth do smartfona.

Skullcandy PLYR - jedyne słuchawki, jakich potrzebujesz (test)

W sklepach Skullcandy PLYR znajdziemy w cenie 699 zł. Z jednej strony sporo, a z drugiej mówimy o produkcie, który potencjalnie ma zastąpić dwie osobne pary słuchawek.

Jeśli chodzi o zawartość pudełka, znajdziemy w nim same słuchawki, odczepiany mikrofon oraz dwa płaskie przewody: USB i jack 3,5 mm. Oprócz tego mamy niezbędną dokumentację w postaci karty gwarancyjnej oraz instrukcji. Zabrakło natomiast jakiegokolwiek etui oraz odbiornika USB. O tym ostatnim wspominam tylko i wyłącznie dlatego, że w przyszłości takie akcesorium ma się pojawić, tyle że trzeba będzie dokupić je osobno.

Design nie dla boomerów

Konstrukcyjnie Skullcandy PLYR to stosunkowo kompaktowe słuchawki wokółuszne. Wizualnie kontynuują tradycje marki, co oznacza tyle, że od góry do dołu naszpikowane są odważnymi akcentami stylistycznymi. Taka „młodzieżowa”, kiczowata wręcz estetyka nie każdemu przypadnie do gustu, ale że producent zdecydował się na względnie stonowaną, ciemną kolorystykę, łatwo przejść nad nią do porządku dziennego.


Jak na słuchawki wokółuszne same muszle są stosunkowo nieduże. Nie znajdziemy na nich praktycznie żadnych zdobień, jeśli nie liczyć półprzeźroczystego wykończenia po zewnętrznej stronie obudowy i kolorowych akcentów sygnalizujących obecność dwóch fizycznych przycisków na lewej słuchawce.

Nausznice wykonano z miękkiego materiału. Są miękkie, pojemne i stosunkowo przewiewne. Co ważne, bez problemu można je zdemontować i wymienić, co wbrew pozorom nie jest wcale oczywiste w słuchawkach tej klasy (choć powinno).

Skullcandy PLYR - jedyne słuchawki, jakich potrzebujesz (test)

Pałąk to ciekawa konstrukcja, łącząca elementy z aluminium, plastiku i tekstylną opaskę. Ta ostatnia teoretycznie powinna gwarantować, że słuchawki automatycznie dopasują się do kształtu głowy. W praktyce dodatkowo wykorzystywana jest tradycyjna regulacja długości za pomocą rozsuwanego elementu przy muszlach. Jako ciekawostkę warto odnotować fakt, że poprowadzony przez pałąk przewód jest odsłonięty, co – przynajmniej w teorii – dobrze wróży na ewentualną możliwość naprawy.

Skullcandy PLYR - jedyne słuchawki, jakich potrzebujesz (test)

Dołączony do zestawu mikrofon jest odłączany, dzięki czemu nie przeszkadza, kiedy chcemy po prostu posłuchać muzyki lub wyjść w słuchawkach na miasto. Nieco irytujący jest fakt, że choć sam pałąk jest miękki i elastyczny, nie możemy zmienić jego kształtu. Na plus warto natomiast odnotować obecność diody sygnalizującej, czy w danym momencie mamy aktywne wyciszenie.

Generalnie rzecz biorąc całość wykonana jest dobrze. Choć w budowie słuchawek dominują plastiki, są one wysokiej jakości, a cała konstrukcja wydaje się solidna. Co również bardzo istotne, wszystkie kluczowe elementy eksploatacyjne są wymienne, co powinno korzystnie przełożyć się na żywotność sprzętu.

Komfort? Bez zastrzeżeń

Również wygoda wypada bardzo na plus. Słuchawki bez problemu dopasowują się do kształtu głowy i nie męczą nawet podczas długich sesji. Duża w tym zasługa materiałowych padów, zapewniających odpowiedni przepływ powietrza. Z drugiej strony unikałbym gwałtownych ruchów. Ze względu na niewielką siłę docisku łatwo je wtedy niechcący strącić.

Co ważne, Roccat PLYR są równie komfortowe, kiedy mamy je na uszach, jak i po zrzuceniu na szyję. Dzięki obracanym muszlom nie ma efektu „kołnierza ortopedycznego”, który pojawia się często w pełnowymiarowych słuchawkach gamingowych. To istotne – mówimy w końcu o sprzęcie, który ma nam towarzyszyć nie tylko podczas grania, ale także podczas wypadów na miasto. Z drugiej strony potencjał testowanego modelu jako słuchawek typowo przenośnych ogranicza nieco brak etui transportowego w zestawie.


Obsługa słuchawek odbywa się na dwa sposoby: za pomocą przycisków (i pokrętła) na słuchawkach oraz za pośrednictwem aplikacji. Elementy sterujące rozmieszczone zostały intuicyjnie i łatwo uzyskać do nich dostęp podczas rozgrywki. Ich funkcjonalność wymaga nieco przyzwyczajenia – przykładowo, opcja przełączania między profilami equalizera po naciśnięciu pokrętła nie jest szczególnie oczywista – ale generalnie spełniają swoją rolę bardzo dobrze.

Skullcandy PLYR - jedyne słuchawki, jakich potrzebujesz (test)

Jeśli chodzi o aplikację, jest ona dostępna zarówno w wersji na urządzenia mobilne (Android i iOS), jak i komputery z systemem Windows. Niestety użytkownicy systemu macOS zostali pominięci. Sama apka może się pochwalić atrakcyjnym, nowoczesnym interfejsem oraz zapewnia dostęp do kilku istotnych funkcji, w tym m.in. aktualizacji oprogramowania słuchawek i konfiguracji własnego profilu korektora. Nic szalenie istotnego, ale jednak fajnie mieć to wszystko pod ręką.

Kabel, Bluetooth i... jeszcze jeden kabel?

Co wyróżnia Skullcandy PLYR na tle większości słuchawek na rynku, to możliwość wyboru aż trzech sposobów połączenia ze źródłem. Do wyboru mamy łączność Bluetooth 5.2 oraz dwa tryby przewodowe: cyfrowy za pośrednictwem przewodu USB oraz analogowy z wykorzystaniem poczciwego kabla jack 3,5 mm.

Zależnie od wybranego przez nas sposobu połączenia mogą pojawić się różnice w jakości odtwarzanego dźwięku oraz funkcjonalności słuchawek. Przykładowo, korzystając z przewodu jack 3,5 mm tracimy dostęp do wbudowanego korektora, natomiast w przypadku łączności Bluetooth musimy się liczyć z dużymi opóźnieniami, które de facto wykluczają korzystanie z tego trybu podczas grania.

Skullcandy PLYR - jedyne słuchawki, jakich potrzebujesz (test)

Jest to o tyle uciążliwe, że dałoby się ten problem przynajmniej częściowo rozwiązać za pomocą odpowiedniego kodeka (np. aptX Low Latency) lub dedykowanego adaptera USB. Ten ostatni ma być zresztą dostępny, ale… będzie go trzeba kupić osobno. To oznacza, że kupując Skullcandy PLYR z myślą o graniu, skazani jesteśmy na korzystanie z kabla.

To gra - i to dobrze!

Na całe szczęście testowany headset nie zawodzi w najważniejszym aspekcie: jakości dźwięku. Niezależnie od wybranego trybu stoi ona na wysokim poziomie.

Słuchawki grają rozrywkowym dźwiękiem na planie V. Mamy więc podbite basy i wysokie tony oraz lekko wycofaną średnicę, co przekłada się na granie uniwersalne, ze sporą dawką energii i doskonale komponujące się z większością popularnych gatunków.


Jeśli chodzi o słabe strony PLYR-ów, z pewnością należałoby wskazać stosunkowo płytkie zejście basów. Słuchawki średnio radzą sobie z reprodukcją naprawdę niskich tonów, szczególnie w trybie Bluetooth. Rekompensują to lekkim podbiciem midbasu, co dla większości słuchaczy powinno być zupełnie uczciwym kompromisem. 

Gdybym miał się czepiać, to oczekiwałbym także nieco bardziej rozdzielczego dźwięku i wyższej dynamiki. Mówimy tu jednak o niuansach, na które normalnie w przypadku słuchawek gamingowych zapewne nie zwróciłbym uwagi.

Skullcandy PLYR - jedyne słuchawki, jakich potrzebujesz (test)

Dlaczego w takim razie piszę o nich teraz? Bo generalnie Skullcandy PLYR grają zaskakująco dobrze i to nie tylko jak na sprzęt do grania, ale po prostu jak na słuchawki bezprzewodowe. Z mocnych stron wskazać należy bez dwóch zdań wysokie tony, które z jednej strony wybrzmiewają bardzo naturalnie, a z drugiej strony nie ma w nich przesadnej ostrości, spotykanej często w tańszych konstrukcjach, a także doskonałe odwzorowanie sceny. To ostatnie warto podkreślić o tyle, że headsetom gamingowym zdarza się często kreślić przestrzeń w sposób mocno przerysowany, który pomaga podczas rozgrywki, ale nie sprawdza się podczas słuchania muzyki. Tu ten problem nie istnieje.

Podczas grania Skullcandy PLYR również nie zawodzą. Słuchawki bardzo dobrze radzą sobie z odwzorowaniem kierunku i dystansu od źródeł pozornych. Jak już wspomniałem, scena kreślona jest w sposób realistyczny. Nie ma tu nadmiernego eksponowania niektórych dźwięków i „pompowania” odległości, aczkolwiek w dalszym ciągu można bez najmniejszego problemu ustalić, kto do nas strzela i skąd dochodzą dźwięki kroków.

Niezły mikrofon i porządna bateria

Mikrofon daje radę. Głos jest wyraźny i pozbawiony nadmiernych zniekształceń. Nie jest to zdecydowanie jakość studyjna, ale z kolegami z drużyny dogadamy się bez najmniejszego problemu. Skullcandy PLYR dobrze sprawdzą się również w rozmowach telefonicznych, o ile nie przeszkadza nam trzymanie stale przypiętego pałąka.

Skullcandy PLYR - jedyne słuchawki, jakich potrzebujesz (test)

Jeśli chodzi o czas pracy na baterii, producent deklaruje 24 godziny pracy w trybie bezprzewodowym. Jednocześnie po kablu możemy używać słuchawek bez limitu. Z moich obserwacji deklaracje te pokrywają się z grubsza z rzeczywistością.


Wszystko to razem składa się na obraz bardzo udanych słuchawek, które świetnie sprawdzą się nie tylko podczas grania. Nie będę ukrywał, Skullcandy PLYR okazały się dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem i myślę, że warto dać im szansę. 

Słuchawki do testu udostępniła firma Skullcandy.

Źródło: https:

Fractal Design North. Fajna ta obudowa, taka... drewniana

Dodano: 07.12.2022 15:09 | 4 odsłon | 0 komentarzy


Fractal Design North to najnowsza obudowa w ofercie skandynawskiego producenta. Konstrukcja ma wyr#xF3;#x17C;nia#x107; si#x119; ciekawym designem, a przy okazji dobr#x105; funkcjonalno#x15B;ci#x105;. Jak jest w rzeczywisto#x15B;ci?

Tagi: Design
Źródło: https:

Fractal Design wprowadza nowe wersje obudów Torrent. Będą dobre na zimę

Dodano: 03.12.2022 18:57 | 5 odsłon | 0 komentarzy


Szukacie ciekawej obudowy do z#x142;o#x17C;enia bia#x142;ego komputera? Je#x15B;li tak, to warto zainteresowa#x107; si#x119; modelami Fractal Design Torrent #x2013; producent przygotowa#x142; nowe wersje, kt#xF3;re zosta#x142;y utrzymane w bia#x142;ej kolorystyce.

Źródło: https:

Smartfon realme GT Neo 3 12/256GB

Dodano: 28.11.2022 8:06 | 55 odsłon | 0 komentarzy


Design smartfonu realme GT NEO 3 oddaje hołd legendom wyścigów, wyróżniając się wyglądem i szybkością działania. Tym razem podchodzimy do kwestii szybkości i wydajności w zupełnie nowy sposób, wykorzystując najnowsze osiągnięcia rozwoju sprzętu i innowacyjne usprawnienia oprogramowania. Model realme GT NEO 3 posiada największy jak dotąd marki realme, superrealistyczny wyświetlacz o przekątnej aż 6,7 cala, a do tego wyjątkową, wynoszącą 120 Hz częstotliwość odświeżania.

Źródło: https:


Starsze wiadomości »
reklama

Copyright © 2008-2023 itblog24.com  - wszelkie prawa zastrzeżone