środa, 07 grudnia 2022 r.  Imieniny: Agaty, Dalii, Sobiesława
Wiadomości z tagiem Rosji  RSS
Rosja planowała zająć Ukrainę w 10 dni i anektować ją do sierpnia

Dodano: 02.12.2022 20:40 | 2 odsłon | 0 komentarzy


Rosja planowała zająć Ukrainę w ciągu 10 dni, a do sierpnia ją anektować - wynika z przechwyconych rosyjskich dokumentów, które miały być podpisane przez prezydenta Władimira Putina - ujawnił w czwartek brytyjski think-tank Royal United Services Institute (RUSI).

Źródło: https:

Rosja szykuje nowe prawo. Wielu się podoba, eksperci drżą

Dodano: 29.11.2022 22:08 | 43 odsłon | 0 komentarzy


Rosja szykuje nowe prawo. Wielu się podoba, eksperci drżą

Ministerstwo Cyfryzacji Federacji Rosyjskiej chce, aby firmy dotknięte wyciekiem danych wypłacały poszkodowanym użytkownikom rekompensatę.

Rosja znana jest z tego, że, mimo oficjalnej niechęci do Zachodu, zaskakująco chętnie zapożycza zachodnie pomysły. Oto kolejny przykład: Ministerstwo Rozwoju Cyfrowego Federacji Rosyjskiej wraz z Roskomnadzorem pracują nad projektem ustawy, która ureguluje kwestię odpowiedzialności przedsiębiorstw za wycieki danych. Pomysł ten stanowi więc kalkę RODO, choć w wyraźnie zrusyfikowanej wersji.

Plan zakłada, aby ukarać każdego. Bez względu na to, czy zaraportuje incydent i jak zachowa się w jego obliczu. Za to są pewne okoliczności łagodzące, pozwalające wymiar kary zmniejszyć.

Słono zapłacą za każdy wyciek

Jak wynika ze sfinalizowanej jeszcze w październiku dokumentacji, za każdy wyciek danych zarówno spółki, jak i indywidualni przedsiębiorcy będą musieli skarbowi państwa zapłacić, i to niemało. Co prawda jeśli poszkodowanych zostanie maksymalnie 10 tys. konsumentów, kara wyniesie 5 mln rubli (ok. 372 tys. zł), ale już w przypadku przekroczenia limitu osób wzrośnie dwukrotnie. Mało tego, gdyby naruszenie wystąpiło więcej niż raz, w grę wejdzie doliczenie równe między 0,5 a 3 proc. rocznych przychodów.

W myśl proponowanych przepisów szans na uniknięcie kary nie ma. Można się jednak ubiegać o jej obniżenie, a okolicznością łagodzącą ma być wypłata odszkodowań. Konkretniej rzecz ujmując, rekompensata pieniężna dla nie mniej niż 60 proc. osób dotkniętych wyciekiem.

Branża telekomunikacyjna zadrżała

Ile miałaby wynosić, tego przepisy nie definiują, ograniczając się do przymiotnika stosowna. Tymczasem stowarzyszenie Big Data Association (BDA), zrzeszające m.in. rosyjskie telekomy i dostawców internetu, bije na alarm. Branża obawia się nadużyć, z rozwojem konsumenckiego ekstremizmu i masą nieuzasadnionych skarg na czele.

Mówimy o zadośćuczynieniu za szkodę niemajątkową, której nie można oszacować z góry i dla wszystkich użytkowników (...) Norma stworzy warunki do rozwoju „ekstremizmu konsumenckiego”. Pokrzywdzeni będą masowo skarżyć się do sądu na nieadekwatną ich zdaniem wysokość odszkodowania

– czytamy w odezwie skierowanej przez BDA do władz Rosji.

Rzecz jasna, podczas gdy usługodawcy drżą, konsumenci zdają się być nastawieni do nowego przepisu bardzo entuzjastycznie. Zwłaszcza w obliczu ostatnich rewelacji, takich jak wyciek danych Yandex Food.

Moskiewskiego giganta za utratę niemal całej bazy danych, w tym numerów telefonu oraz adresów, ukarano grzywną w wysokości zaledwie 60 tys. rubli. Dla odniesienia więcej za Bugiem trzeba zapłacić za nowego iPhone'a 14. Podkreślmy wyraźnie, jedną sztukę, a nie całą paletę. Nic dziwnego, że rozgoryczonych nie brakuje.

Źródło: https:

Ukraina oskarża znane firmy o pomoc w bombardowaniach. Padły nazwy

Dodano: 25.11.2022 22:30 | 43 odsłon | 0 komentarzy


Ukraina oskarża znane firmy o pomoc w bombardowaniach. Padły nazwy

Zagraniczne firmy pomagają Rosji kierować rakiety przeciwko Ukrainie – raportuje ukraiński wywiad. I bez skrępowania wymienia nazwy wszystkich tych podmiotów.

W celach nawigacyjnych Rosja nie wykorzystuje GPS, lecz własny GLONASS. To alternatywny system satelitarny, który powstał w latach 80. XX wieku, wówczas jeszcze na zlecenie resortu obrony ZSRR.

Rzecz w tym, że, jak twierdzi Główny Zarząd Wywiadu MO Ukrainy (HUR), niezbędne do przetwarzania współrzędnych GLONASS czipy – mimo rosyjskiego rodowodu tej technologii – produkowane są głównie przez firmy zachodnie. Wprawdzie oficjalnie mają trafiać na rynek cywilny, ale zdaniem źródeł wywiadowczych regularnie korzysta z nich wojsko, prowadząc naloty na ukraińską infrastrukturę.

Na liście wymieniono łącznie 13 podmiotów, zajmujących się projektowaniem, produkcją i/lub dystrybucją układów scalonych. Są to przede wszystkim amerykańskie Linx, Qualcomm, Broadcom, Telit, Maxim Integrated, Trimble oraz Cavil Wireless, ale na tym nie koniec.

Idąc dalej, mamy szwajcarskie u-blox AG i STMicroelectronics, a także kanadyjskie Sierrę i Novatel. Spis zamykają belgijskie Septentrio i brytyjska Antenova. Rzecz jasna, do wszystkich wymienionych apeluje się, aby niezwłocznie wstrzymały implementację GLONASS w swych produktach.

Zagraniczne firmy powinny zdać sobie sprawę z bezpośredniego wpływu swych produktów na zdolności bojowe Rosji, zaprzestać produkcji czipów z obsługą GLONASS i usunąć funkcję obsługi tego systemu nawigacji ze wszystkich oferowanych urządzeń

– czytamy w raporcie HUR.

Mimo formalnie obowiązujących sankcji, Federacja Rosyjska skupuje wymagane układy poprzez pośredników; z kierunków takich jak Kazachstan, bądź wprost na rynku konsumenckim. Później sprzęt ten trafia m.in do dronów Orlan-10 i Shahed-136, a także rozmaitych pocisków czy rakiet. Bez tych dostaw Rosjanie musieliby zacząć produkcję czipów na własną rękę.

Źródło: https:

Rosja wydała już 82 mld dolarów na wojnę, jedną czwartą rocznego budżetu

Dodano: 25.11.2022 20:45 | 2 odsłon | 0 komentarzy


Rosja za dziewięć miesięcy wydała na wojnę w Ukrainie 82 mld dolarów, około jednej czwartej dochodów swojego zeszłorocznego budżetu, donosi w piątek ukraińskie wydanie magazynu ekonomicznego Forbes.

Źródło: https:

Rosja dostała w ucho. Białorusini biorą winę na siebie

Dodano: 19.11.2022 16:40 | 34 odsłon | 0 komentarzy


Rosja dostała w ucho. Białorusini biorą winę na siebie

Wewnętrzna sieć Roskomnadzoru w piątek została sparaliżowana przez nieznanych sprawców. Do ataku przyznają się białoruscy hakerzy z grupy Cyberpartisans.

Około południa w piątek na kanałach w Telegramie zaczęły pojawiać się zrzuty ekranu przedstawiające korespondencję pracowników Głównego Ośrodka Częstotliwości Radiowych (GRCHTS), rosyjskiego odpowiednika UKE. Z instytucji wyciekła też znaczna liczba dokumentów, w tym m.in. wewnętrzne raporty tworzone dla kadr wyższego szczebla. 

Teraz wiemy, że to bezpośredni efekt ataku hakerskiego. Przynajmniej tak deklarują aktywiści z białoruskiej grupy Cyberpartisans, którzy przyznają się złamania zabezpieczeń poprzez przejęcie kontroli nad komputerem jednego ze zdalnych pracowników GRCHTS.

Szkody są większe niż sądzono

Jak relacjonuje dziennik Kommiersant, szkody są nawet większe niż pierwotnie sądzono. Ujawniono ponoć bowiem nie tylko rozmowy i raporty, ale też pewne szczegóły wykorzystywanego systemu zapobiegania utracie danych (DLP). Ponadto, cyberpartyzanci mieli zaszyfrować nieokreśloną część komputerów w GRCHTS, paraliżując tym samym pracę jednostki.

Rosyjskie władze potwierdzają atak, choć podkreślają przy tym, że został wykryty na tyle wcześnie, by uniemożliwić zainfekowanie komputerów należących do pojedynczych pracowników. Co za tym idzie, ucierpiały jedynie maszyny znajdujące się w centrali, które wedle zapewnień mają tworzone na bieżąco kopie zapasowe.

Zauważmy, to nie pierwszy przypadek, w którym białoruscy haktywiści dają się we znaki Putinowi i Łukaszence. Na początku roku grupa uszkodziła sieć Kolei Białoruskich, wysuwając żądanie uwolnienia 50 więźniów politycznych przetrzymywanych przez reżim. Rozpowszechniła także dane osobowe organów ścigania i pracowników rządowych, którzy zostali uznani za winnych łamania praw człowieka podczas protestów w 2020 roku.

Na ile niniejszy atak okaże się szkodliwy w dłuższej perspektywie, ciężko powiedzieć. Na pewno rosyjskich administratorów czeka kilka nieprzespanych nocy, by doprowadzić sieć do porządku. Być może wkrótce poznamy też jakieś ciekawostki zaczerpnięte z samych wycieków, ale to już inna kwestia.

Źródło: https:

Rosja chce rozdawać smartfony. I nie, to nie żart

Dodano: 17.11.2022 23:14 | 31 odsłon | 0 komentarzy


Rosja boi się Google. Dlatego chce rozdawać smartfony

Kreml ma przeznaczyć bagatela 480 mld rubli (ok. 36 mld zł), by uniezależnić się od zachodnich platform mobilnych, z iOS i Androidem na czele. Co ciekawe, w grę wchodzi nawet rozdawanie smartfonów.

Jak ważne są dla smartfonów aplikacje, chyba nikogo uświadamiać nie trzeba. Można niczym Huawei stanąć na uszach, tworząc jeden z najdoskonalszych aparatów na rynku, a konsumenci w obliczu braku ulubionych narzędzi i usług nawet nie drgną. Przy czym problem wbrew pozorom nie ogranicza się do producenta.

Jeśli z jakiegoś powodu Usług Google (i Apple) zabrakłoby w danym regionie całkowicie, to rzecz jasna ucierpią też lokalne biznesy, do których na przykład kierowano się przy pomocy Map. Zdaje sobie z tego sprawę Rostelecom, który, jak wyznał, nie może wykluczyć kompletnej izolacji Rosji przez Stany Zjednoczone. Dlatego też chce zainwestować bagatela 480 mld rubli, by do końca roku 2023 stworzyć krajową platformę mobilną, obejmującą zarówno software, jak i wykorzystujący go sprzęt.

Aurora OS szczepionką na sankcje

Plany są niezwykle ambitne, bo mówi się o wyprodukowaniu i rozdystrybuowaniu nawet 70 mln smartfonów i tabletów. Warto zauważyć, w praktyce oznacza to, że nowy sprzęt powinien dostać niemal co drugi Rosjanin. Ba, liczby wyglądają jeszcze odważniej, gdy spojrzymy wyłącznie na obywateli posiadających smartfon, a tę grupę szacuje się na około 110 mln osób. Zgodnie z założeniami wymiana czeka blisko 2/3 z nich.

Co przemawia za powodzeniem projektu, to fakt, że Rostelecom nie startuje od zera. Zamiast tego chce wykorzystać znany już system operacyjny Aurora, wywodzący się z linuksowego Sailfish OS, na którym pracują obecnie niektóre rosyjskie instytucje państwowe, a także kilka wybitnie niszowych marek jak Aquarius czy Qtech.

Problemem natomiast (jak zawsze) mogą być pieniądze. W teorii niezbędne środki mają zostać pozyskane z budżetu resortu cyfryzacji w ramach projektu Cyfrowa Administracja Publiczna i programu Gospodarka Cyfrowa. W ten sam sposób wcześniej sfinansowano m.in. część prac nad procesorami Elbrus oraz Bajkał. Rzecz w tym, że stosowną zgodę wydać musi komisja grantowa, a konkretniej Rosyjska Fundacja Rozwoju Technologii Informacyjnych.

Rozdawanie smartfonów w Rosji?

Jak podaje dziennik Kommiersant, zainteresowanych nie brakuje również w sektorze prywatnych przedsiębiorstw, choć pewne założenia projektowe już teraz budzą obawy. Największe z nich towarzyszą samym urządzeniom, które wedle planu mają zostać pozyskane na drodze przetargu od dostawców trzecich, co zdaniem dziennikarzy sugeruje kierunek azjatycki. W tej wersji wydarzeń Rostelecom miałby przygotować wyłącznie oprogramowanie, po stronie sprzętu bazując na OEM-ach.

Kwestią otwartą pozostaje tymczasem model biznesowy. Szalona dynamika wzrostu sugeruje, że krajowy operator chciałby smartfony z Aurorą dosłownie rozdawać. To bez wątpienia nie może spodobać się ani prywatnej konkurencji, ani detalistom z branży elektroniki, utrzymującym się z handlu telefonami. Nawet jeśli później zysk miałby być czerpany z subskrypcji i innych usług.

Źródło: https:

Rosja szuka pracowników. Zapłaci nawet 4452 zł

Dodano: 15.11.2022 19:31 | 35 odsłon | 0 komentarzy


Rosja szuka pracowników. Zapłaci nawet 4452 zł

Rosyjski konglomerat VK, blisko skojarzony z Kremlem, obiecuje zapłacić od 3 do 60 tys. rubli za każdy błąd bezpieczeństwa znaleziony w sklepie RuStore. 

Kampanie bug bounty, pozwalające uzyskać określone wynagrodzenie w zamian za wskazanie podatności w aplikacjach i sprzęcie, na Zachodzie są chlebem powszednim.

Zresztą, tu wystarczy wspomnieć , którego na początku listopada kwotą 70 tys. dol. (ok. 322 tys. zł) nagrodził Google. Przypomnijmy, ekspert odkrył, jak w niezwykle prosty sposób można ominąć blokadę ekranu smartfonów z serii Pixel. 

Rosjanie też zapłacą za znalezione błędy

Wygląda na to, że Rosjanie nie chcą być gorsi, a przynajmniej takie mają założenie projektowe, bo już same wynagrodzenia siłą rzeczy są znacznie mniej spektakularne.

W każdym razie, jak ogłosiła petersburska spółka VK, znana głównie z serwisu społecznościowego o tej samej nazwie, ale też odpowiednika Sklepu Play, RuStore, również badacze oprogramowania rosyjskiego otrzymają należne pieniądze. Konkretniej rzecz ujmując, mowa o kwocie z przedziału od 3 do 60 tys. rubli za wskazanie błędów we wspomnianym już sklepie.

Program określany jako Standoff 365 Bug Bounty co prawda ruszył w VK jeszcze na przełomie sierpnia i września, ale firma po raz pierwszy adresuje konkretną odezwę do środowiska netsecu.

Mało tego, podkreśla też, że oferta nie jest ograniczona do mieszkańców Federacji Rosyjskiej. Tak więc swych sił może spróbować każdy chętny. Rzecz jasna, o ile skusi go wynagrodzenie, które przy obecnym kursie rubla zamyka się w raptem około 4452 zł. 

Bezpieczeństwo jest priorytetem dla RuStore. Na wszystkich etapach pracy ze sklepem nasi użytkownicy i programiści muszą mieć pewność, że są chronieni. Dlatego wszystkie aplikacje publikowane w sklepie z aplikacjami podlegają obowiązkowemu sprawdzaniu pod kątem szkodliwego kodu przy użyciu technologii firmy Kaspersky Lab i ręcznej moderacji. Włączenie RuStore do programu wyszukiwania luk w zabezpieczeniach pomoże nam poprawić nasze bezpieczeństwo

– tłumaczy Aleksiej Wołkow, wiceprezes i dyrektor ds. bezpieczeństwa VK. 

Co ciekawe, według oficjalnych danych jak na razie bug bounty VK cieszy się zaskakująco dużą popularnością. Ponoć w ciągu trzech pierwszych miesięcy obowiązywania programu wykryto (i usunięto) co najmniej 300 podatności, za co wypłacono nagrody o łącznej wysokości 3 mln rubli (ok. 223 tys. zł).

W opinii Wołkowa mniej więcej połowę z nich określić można jako istotne. Nie wiadomo jednak, ile nagród i czy jakiekolwiek w ogóle zostały przyznane osobom spoza Federaci Rosyjskiej.

Źródło: https:

Rosja cofa się do lat 90. Relikt przeszłości znów na topie

Dodano: 13.11.2022 19:52 | 34 odsłon | 0 komentarzy


Rosja cofa się do lat 90. Relikt przeszłości znów na topie

Mieszkańcy Federacji Rosyjskiej, niczym dwie dekady temu, zaczęli pożądać odtwarzaczy DVD. Lokalni analitycy mają wyjaśnienie.

Nie ukrywajmy, pod koniec lat 90. ubiegłego stulecia odtwarzacz DVD był jednym z najbardziej pożądanych przez entuzjastów elektroniki gadżetów. Dość powiedzieć, że niektórzy ludzie kupowali wówczas PlayStation 2 nie po to, by grać, lecz oglądać filmy we wspomnianym formacie (bo też cenowo konsola Sony wypadała atrakcyjniej od wyspecjalizowanych odtwarzaczy). 

Dziś standard DVD-Video to już jednak przeszłość. Raz, że rozdzielczość wynosząca 720x576 pikseli w erze 4K trudno nazwać choćby przyzwoitą, a dwa – mamy streaming. Setki tysięcy filmów dostępnych jest dosłownie na skinienie palcem, bez magazynowania opasłej kolekcji płyt czy przebieżki po wypożyczalniach. Tyle że nawet w trzeciej dekadzie XXI wieku nie każdy ma ten komfort i nie chodzi bynajmniej o brak dostępu do szerokopasmowego internetu.

Odtwarzacze DVD w Rosji znów modne

Jak wynika ze statystyk opublikowanych przez popularną za Bugiem sieć sklepów M.Video-Eldorado, w ostatnim czasie sprzedaż odtwarzaczy DVD na terenie Federacji Rosyjskiej gwałtownie skoczyła. Biorąc za punkt odniesienia wolumen sprzedaży z roku 2021, aktualne zapotrzebowanie przekracza 220 proc.

Mało tego, bo według e-commerce'u Ozon widocznie wzrasta także zainteresowanie samymi płytami. W analogicznym okresie filmów sprzedano 16 proc., a muzyki – 51 proc. więcej. A pamiętajmy, że chodzi tu wyłącznie o nośniki oryginalne, które to w Rosji, delikatnie mówiąc, nigdy nie należały do tych wiodących. Faktyczna liczba rozdystrybuowanych płyt z pewnością jest znacznie bardziej imponująca.

Analitycy nie mają wątpliwości, że niespodziewana zmiana nawyków konsumenckich stanowi bezpośrednie pokłosie sankcji. Wiele dotąd bardzo popularnych w Rosji platform streamingu, w tym Netflix czy Amazon Prime Video, po wybuchu wojny zawiesiło swoją działalność. Serwisom rosyjskim nie przedłużono natomiast wymaganych licencji, więc ich oferty zostały mocno zubożone. Z tego samego względu nowe produkcje nie pojawiają się w lokalnych kinach, a tym bardziej w telewizji.

Wobec braku głośnych premier w kinach offline i serwisach streamingowych widzowie wciąż mają ochotę na dobrą zabawę: za pomocą treści rozrywkowych wielu stara się między innymi odwrócić uwagę od agendy politycznej

– wyjaśnia Denis Kuskow, analityk z firmy TelecomDaily.

Rzecz jasna, detaliści szybko podłapali powracający trend. Ozon już teraz zapewnia, że ofertę odtwarzaczy DVD rozszerzył trzykrotnie. Podobne głosy napływają z M.Video-Eldorado, a na platformach aukcyjnych, jak Avito, dostrzec można także wzmożoną aktywność mniejszych handlarzy, którzy kuszą w dodatku atrakcyjnymi zestawami promocyjnymi. Od razu z kilkoma głośnymi tytułami w pakiecie.

Wcześniej były Tetris i Tamagotchi

Zauważmy, to nie pierwszy przypadek sprzętu retro, który na skutek mnożących się sankcji wraca do łask mieszkańców Federacji. Pod koniec lipca rosyjskie sklepy rozpływały się nad . Jak przekonywano, te tanie zabawki okazały się świetnym substytutem drożejących konsol.

Ponoć szczególnie spektakularnie wzrósł popyt na wirtualne zwierzątka, sięgając nawet 430 proc. wartości sprzed roku. Niestety jak wtedy, tak i teraz nikt nie podaje dokładnych wolumenów. Ciężko tym samym określić skalę zjawiska. Ale skoro biznes chce się chwalić, coś jest na rzeczy.

Źródło: https:

Rosja zadecydowała. Smartfony czeka nowy wymóg

Dodano: 12.11.2022 0:11 | 29 odsłon | 0 komentarzy


Rosja zadecydowała. Smartfony czeka nowy wymóg

Duma Państwowa zażądała, aby każdy sprzedawany w Rosji smartfon miał fabrycznie zainstalowaną aplikację sklepu RuStore. Rzecz w tym, że nawet lokalni eksperci uważają ten wymóg za nierealny.

Rosja już od pewnego czasu forsuje obowiązkowe instalowanie krajowych aplikacji jako domyślnych. W czwartek deputowani poszli jednak o krok dalej, rozszerzając dotychczasową listę przede wszystkim o klient sklepu RuStore. To posunięcie wywołało zdziwienie nawet wśród samych Rosjan.

Jak zauważa dziennikarz technologiczny Anton Kuriłow, pomysł ten, choć zdaniem publicysty słuszny, jest w praktyce niemożliwy do realizacji. Szczególnie w czasach, gdy znaczna część urządzeń trafiających do Rosji nie pochodzi z oficjalnej dystrybucji, lecz jest importowana przez prywatnych handlarzy, z najrozmaitszych zakątków świata.

Co zabawne, Duma najwyraźniej także ma tę świadomość, bowiem w sierpniu wymóg krajowego oprogramowania objęto moratorium. Do końca 2022 roku sprzedawcy rzeczonego wymogu respektować nie muszą, ale co będzie potem, nie wiadomo.

Wątek przedłużenia terminu na razie poruszony nie został. Przemilczano też propozycję Związku Firm Handlu Internetowego (AKIT), w myśl której należałoby wydrukować ulotki z kodem QR prowadzącym do wymaganych aplikacji, po czym doraźnie rozdawać je konsumentom nabywającym elektronikę.

Według statystyk firmy analitycznej GS Group, już w połowie roku co najmniej 1 na 10 sprzedawanych za Bugiem smartfonów pochodził z importu równoległego. A oczekuje się, że odsetek ten może podskoczyć nawet do ponad 30 proc.

Siłą rzeczy rodzi się pytanie, kto i jak wymagane aplikacje zainstaluje. Tego nikt na Kremlu nie definiuje. Ręce rozkładają także największe sieci detalistów, takie jak M.Video-Eldorado. Tak więc o ile prawo uchwalone zostało, o tyle jego przełożenie na rzeczywistość stoi pod znakiem zapytania.

Źródło: https:

Rosja, Chiny i Państwo Islamskie domagają się dopuszczenia ich do Twittera

Dodano: 08.11.2022 20:44 | 23 odsłon | 0 komentarzy


Część przedstawicieli władz i mediów z Rosji i Chin, a nawet osób powiązanych z organizacją terrorystyczną Państwo Islamskie (IS) domaga się od nowego właściciela Twittera Elona Muska cofnięcia obowiązujących wobec nich ograniczeń w korzystaniu z tej sieci społecznościowej - powiadomił portal Politico.

Źródło: https:


Starsze wiadomości »
reklama

Copyright © 2008-2022 itblog24.com  - wszelkie prawa zastrzeżone